Karkonosze – Część pierwsza majowego wyjazdu

W 2018 roku udało się nam w końcu zorganizować wyjazd na majówkę. Wybór docelowego miejsca był prosty – w końcu jednym z głównych założeń tego roku jest kolekcjonowanie szczytów Korony Gór Polski - wybór padł na Karkonosze.

Dużą zasługę podczas podejmowania decyzji miał jeden z wpisów Karola Nienartowicza na temat najładniejszych karkonoskich szlaków. Jeżeli Karol zachwala jakieś miejsce to musi być tam pięknie – fotograf z takim doświadczeniem (W swojej książce pisze, że po górskich szlakach przeszedł ponad 10 tysięcy kilometrów!) nie może się mylić. Jeżeli chodzi o szczyty Korony Gór Polski to za nasz cel obraliśmy: Wysoka Kopa (Najbardziej wysunięty na zachód ze szczytów korony) oraz Śnieżka (Trzeci pod względem wysokości ze szczytów Korony). Do dzieła!

Kije trekkingowe. Nasz nowy nabytek. Na pewno nie będziemy się z nimi rozstawać

Karkonoska wędrówka wiązała się dla Nas z wypróbowaniem nowej formy turystyki górskiej, jaką jest wędrówką od schroniska do schroniska. Dotychczasowo wędrowaliśmy z namiotem, bądź też przebywaliśmy w jednym miejscu przez cały wyjazd. Karkonosze zarówno polskie, jak i czeskie oferują bardzo rozbudowaną sieć noclegów, więc założyliśmy, że będzie to idealne miejsce do wypróbowania tej formy podróżowania. Wyjazd zaczęliśmy przygotowywać na przełomie stycznia/lutego, ponieważ chcieliśmy wyprzedzić innych turystów, którzy tak samo jak my będą mieli zamiar odwiedzić Karkonosze. Zarezerwowanie noclegu z tak dużym wyprzedzeniem stanowiło pewne wyzwanie logistyczne, a to dopiero początek, bo już w trakcie samego wyjazdu mieliśmy drobne „przygody” związane z noclegiem (Jednak co własny namiot to własny namiot!).

I dzień – Ze Szklarskiej Poręby do Orlego - Witamy Karkonosze

Karkonoską wędrówkę rozpoczęliśmy w Warszawie, następnie dojechaliśmy do Wrocławia (Muszę w końcu odwiedzić to miasto), skąd dalej w stronę Karkonoszy udaliśmy się Koleją Dolnośląską. Docelowym miejscem naszego transportu była Szklarska Poręba Górna. Tutaj planowaliśmy drobne zakupy spożywcze oraz rozpoczęcie Naszej sześciodniowej karkonoskiej wędrówki górskimi szlakami. Zakupy wyszły Nam bardzo słabo – zapomnieliśmy kupić między innymi herbaty, czego żałowaliśmy przez cały wyjazd. Jedzenia też kupiliśmy stosunkowo mało, przez co musieliśmy głównie jeść w schroniskach. W Szklarskiej Porębie spędziliśmy mniej, niż godzinę jednak uważam, że miasto to musi być ciekawym miejscem do życia (Wszystkim myślącym nad przeprowadzką w Karkonosze polecam film na YouTube "Domek w Karkonoszach"). Kwestią, która zapamiętałem negatywnie jest dworzec w Szklarskiej Porębie Górnej, a konkretnie łazienka, która wymaga szybkiego oraz gruntownego remontu.

Po wyjściu z pociągu naszym oczom ukazał się taki o to widok - w oddali Szrenica oraz stacja przekaźnikowa

Pogoda tego dnia była idealna - czyste niebo, drobne chmury, lekki wiatr oraz dużo słońca –  czego chcieć więcej - idealna recepta na udany wyjazd urlopowy na łonie przyrody. Pierwszym szlakiem, którym się poruszaliśmy był szlak niebieski w kierunku Rozdroża pod Zwaliskiem (1002 m.n.p.m). Tutaj postanowiliśmy zjeść śniadanie - znaleźliśmy idealne miejsce z widokiem na otaczające nas Karkonosze. Miejsce to było na końcu ulicy Armii Czerwonej (Czyżby potrzebna była dekomunizacja?). Po pierwszych kilku kilometrach na szlaku rzuciła się nam w oczy różnorodność Karkonoszy - znajdziemy tutaj lasy liściaste/iglaste; odsłonięte szlaki, jak i te prowadzące przez las; dodatkowo co jakiś czas naszym oczom ukazywały się różne formacje skalne; a przy dawnej kopalni kwarcu mieliśmy wrażenie, że znajdujemy się na pustyni. Karkonosze oferują bardzo duże urozmaicenie otaczającej szlaki przyrody. Pięknie!

szlak-na-wysoka-kope
Tego dnia o cieniu mogliśmy zapomnieć. Dopiero w późniejszej części dnia znaleźliśmy wytchnienie od słońca. Za późno.

Pierwszego dnia mieliśmy zdobyć jeden ze szczytów Korony Gór Polski, mianowicie na celowniku mieliśmy Wysoką Kopę (1126 m.n.p.m) szczyt położony w Górach Izerskich. Ta góra dała nam trochę w kość, ponieważ mówiąc wprost – przeszliśmy szczyt i nadłożyliśmy przez to kilka dłuższych chwil na wędrówkę szlakiem, który był w pełni wyeksponowany na słońce przez co bardzo się zgrzaliśmy i straciliśmy niepotrzebnie energię. Polecam uwagę w drodze na szczyt, ponieważ jak widać łatwo go ominąć. Szczyt leży na uboczu oznaczonego szlaku, nie zaobserwowaliśmy żadnego oznaczenia wskazującego drogę na Wysoką Kopę.

Gdyby nie GPS w telefonie to raczej byśmy szczytu nie znaleźli. Dojście na Kopę też było ciekawe, momentami prowadziło przez podmokle tereny, które utrudniały nam lekko wędrówkę, tym samym podnosząc frajdę z wędrówki. Po dojściu na szczyt spędziliśmy tam dosłownie kilka minut, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia do książeczki KGP i ruszyliśmy dalej w kierunku Schroniska Orle. Zostało nam jeszcze trochę do przejścia. Kilkaset metrów poniżej szczytu znaleźliśmy piękne miejsce nad małym strumykiem, w którym urządziliśmy odpoczynek od palącego słońca. Miejsce to przypominało nam hobbicie Shire.

Dojście do Wysokiej Kopy prowadziło przez dość podmokły grunt.

Przed godziną 18.00 doszliśmy do Osady Orle (825 m.n.p.m). Osada Orle składa się kilku budynków, które położone są nad strumieniem. Historycznie znajdowała się w tym miejscu huta szkła, która została wybudowana w 1725 roku. Huta została zamknięta w 1890 roku. W okresie zbliżonym do II wojny światowej obiekty położone w Osadzie były wykorzystywane przez wojska Wermachtu, a później Armię Czerwoną. Na samym końcu w tym miejscu stacjonowały Wojska Ochrony Państwa. Teren ten przez służby mundurowe został finalnie opuszczony w 1992 roku.

W schronisku czekało nas kilka przygód: poczynając od tego, że gospodarz ("Brodacz" - bardzo ciekawa postać!) nie do końca miał przygotowany dla nas nocleg; poprzez to, że płaciliśmy za 6 osoby pokój, a finalnie mieliśmy 2 osoby (Świetna informacja); kończąc na FATALNEJ nocy. Pierwszy dzień był najtrudniejszym dniem w trakcie całego wyjazdu. Byliśmy bardzo zmęczeni, a wcześniejszą noc "przespaliśmy" w autobusie/pociągu.

Dlaczego noc spędzona w Schronisku Orle była fatalna? Ponieważ przed snem wzięliśmy prysznic – bardzo zimy prysznic – po czym położyliśmy spać w naszych śpiworach. Ja zasnąłem błyskawicznie. Jednak po kilku godzinach oboje obudziliśmy się z drgawkami oraz uczuciem wysokiej gorączki. Miałem wrażenie, że nie dotrzymam poranku (To prawda, że facet umiera nawet jak ma katar).  Prawdopodobnie zbyt szybko schodziliśmy organizm po całodziennej wędrówce w dużym upale - następnym razem tego  nie zrobimy. Na szczęście rano czuliśmy się dobrze, dzięki czemu bez żadnych problemów mogliśmy ruszyć dalej na szlak.

Ten widok dodał nam na moment dodatkowej energii. Najbliższa noc będzie dla nas męcząca.

II dzień – Od Orlego do Szrenicy - Czeskie Karkonosze

Cel wędrówki to Schronisko na Szrenicy (1362 m.n.p.m). Po drodze postanowiliśmy odwiedzić czeską stronę Karkonoszy, a konkretnie miasteczko Harrachov. Szlak z Orlego w kierunku Harrachov prowadził bardzo przyjemną ścieżką, która głównie prowadziła przez las przez co nie było to dla nas bardzo męczące. Jedynym minusem tej trasy był brak jakichkolwiek widoków (Górskich pejzaży). Po drodze spotkaliśmy bardzo mało osób. I to ma być weekend majowy podczas, którego jest zwiększona liczba odwiedzających? W takim razie poza "gorącym sezonem" musi być tutaj prawie pusto. Przeważająca część spotykanych ludzi poruszała się rowerami – faktycznie ten szlak jest idealny do takiej formy rekreacji.

Do czeskiego miasteczka doszliśmy około 12.00. W Harrachov liczba spotykanych ludzi znacznie wzrosła, nic dziwnego jest to typowo turystyczne miasto. Momentami wygląda bardzo podobnie do Zakopanego. Zachęcani na szlaku chcieliśmy skorzystać z wyciągu krzesełkowego, jednak cena/czas/podróż z plecakami nas od tego zniechęciłA, więc postanowiliśmy uzupełnić w tym czasie swoje zapasy. W Harrachov można płacić zarówno w koronach, jak i złotówkach. My wymieniliśmy około 20 złotych, żeby zrobić podstawowe zakupy w sklepie (Co było kompletnie bez sensu). Wszystkie sklepy w tym mieście chyba są prowadzone przez Azjatów, przynajmniej te przy "głównej" ulicy.

Koło Harrachova znajduje się Mumlavsky Wodospad (Bardzo piękne miejsce!) przy, którym postanowiliśmy zrobić sobie krótki odpoczynek na zjedzenie obiadu – przewaga kuchenki turystycznej - dzięki, której każde miejsce może pełnić rolę restauracji. Przez następnych kilka kilometrów szlak prowadzi asfaltową drogą wzdłuż rzeki Mumlava. MASAKRA. Jest to ogromny minus karkonoskich szlaków - bardzo często znajdują się tutaj asfaltowe drogi, czy też brukowane chodniki.

mumlavsky-wodospad
Wodospad Mumlavsky

Co i rusz na rzece powstają małe spiętrzenia wody oraz większe wodospady. Jest to bardzo malowniczy szlak, dodatkowo w większości szlak prowadzi przez las, dzięki czemu słońce nas tak nie męczy, jak dzień wcześniej. Pod koniec drugiego dnia znowu idziemy na resztkach sił (Trzeba się w końcu poważnie zabrać za robienie kondycji!). Momentami otaczająca nas przyroda przypomina Kanadę, czy też Tajgę – to pewnie tylko nasze wyobrażenia. Powtórzę się, ale faktycznie jest tutaj pięknie!

Doszliśmy w końcu do Schronisko Szrenica – jest to bardziej hotel, niż schronisko. Bardzo duża ilość pokoi, świetna kuchnia, zadbane łazienki. Ogólnie jak na schronisko to całkiem wysoki standard. Warto podkreślić, że rezerwacji dokonuje się przez system Internetowy, czy też przez znany portal hotelowy zaczynający się na literę "B". Czy to dobrze? Nie mam pojęcia. Po Osadzie Orle na pewno jest duża różnica. Schronisko oferuje świetny widok na okolice, ponieważ wybudowane zostało na szycie góry Szrenica.

Korzystamy z tego atutu i wychodzimy wieczorem na zachód słońca. Jeden z piękniejszych widoków tego wyjazdu. W trakcie naszych  wieczornych rozmów przy zachodzie słońca (Popijając zimne piwo, a co!) zrodził się pomysł na zimowy wyjazd na Szrenicę podczas, którego zwiedzalibyśmy okoliczne szlaki i spędzali czas w schronisku. Na pewno umożliwiłoby to nam oderwanie się od codziennych obowiązków. Już w maju schronisko ma pierwsze rezerwacje na okres grudniowy. Będziemy musieli zając się tym stosunkowo szybko, żeby zarezerwować jakiś pokój.

Kładąc się spać postanowiłem wstać na wschód słońca, żeby zrobić timelaps’y. Trzeba w końcu wykorzystać tak piękne widoki, które otaczają schronisko z każdej strony. Czy się udało?

Schronisko na Szrenicy oferuje przepiękne widoki. Idealne miejsca na obserwowanie zachodu słońca.

 

 



1 thought on “Karkonosze – Część pierwsza majowego wyjazdu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *