Lubomir – Pierwsza wiosenna wędrówka 2018

Po Naszym ostatnim wyjeździe podczas, którego zdobyliśmy Czupel w Naszych głowach powstał ambitny pomysł – żeby w każdym miesiącu w 2018 roku przynajmniej raz być w górach! Wyjazdy głównie planujemy na szczyty Korony Gór Polski. Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale na chwilę obecną plany mamy do lipca włącznie! Zatem do dzieła! 

Po Czupelu (Czuplu?) Naszym następnym celem w Koronie Gór Polski został Lubomir, który znajduje się w niedalekiej odległości od Krakowa, co oznaczało dla nas, iż dojazd z Warszawy nie jest problematyczny. Czyli w sam raz na szybki weekendowy wypad. Prawda, z Warszawy wyjechaliśmy standardowo, czyli w piątkowy wieczór. W Krakowie mieliśmy przesiadkę do podmiejskiego autobusu, który jechał do Pcimia - skąd rozpoczęliśmy Naszą właściwą wędrówkę na szczyt - Lubomir.

Początek szlaku na Lubomir

Po wyjściu z autobusu na przystanku w Pcimiu rozpoczęliśmy poszukiwania czarnego szlaku, który prowadził w kierunku Schroniska PTTK na Kudłaczach. Pcim przywitał Nas powiewem bardzo zimnego powietrza - kładka nad rzeką Raba była cała pokryta szronem, więc najprawdopodobniej temperatura była w nocy poniżej, bądź bliska zera. Nasza wędrówka rozpoczęła się kilka chwil po godzinie 6:00, dzięki czemu na szlaku byliśmy jednymi z nielicznych osób (tak właściwie innych turystów spotkaliśmy dopiero przed schroniskiem na Kudłaczach). Dodatkowo wczesna godzina sprzyjała pięknym widokom, ponieważ słońce dopiero co wschodziło zza horyzontu. Dzięki czemu mieliśmy dobrą przejrzystość powietrza oraz bardzo plastyczne światło od zdjęć! Efekty możecie obserwować na poniższych zdjęciach.

Poranek na szlaku
Poranek na szlaku

Był to Nasz pierwszy wiosenny wyjazd w 2018 roku, pomimo chłodnego poranku pogoda dopisywała podczas całego weekendowego wypadu. Czarny szlak początkowo prowadzi przez las, jednak stosunkowo szybko wychodzimy z niego na odsłoniętą przestrzeń z której można podziwiać okolicę - a jest co podziwiać! Dzięki świetnej pogodzie mogliśmy obserwować oddalone szczyty. Jest to duże urozmaicenie trasy na Lubomir - dlatego też rekomendujemy czarny szlak (dodatkowy dystans). W tym miejscu zrobiliśmy sobie pierwszy odpoczynek, do czego zachęciło Nas dodatkowo wschodzące słońce - w końcu mogliśmy zaczerpnąć promieni słonecznych. Bardzo tego potrzebowaliśmy po zimie. Jedynym minusem, który zaobserwowaliśmy jest to, iż szlak ten momentami wytyczony jest przez lokalną drogę - przez zabudowania Pcimia.

Widok w trakcie wędrówki na Lubomir (Czarny szlak)
Widok w trakcie wędrówki na Lubomir (Czarny szlak)

Naszym pierwszym celem było schronisko na Kudłaczach. Pierwotnie w Schronisku PTTK planowaliśmy zjedzenie obiadu, jednak w związku z wczesną godziną rozpoczęcia całej wędrówki zjedliśmy tam bardzo pyszne śniadanie (polecamy jajecznice na boczku!).  Schronisko składa się z kilku drewnianych zabudowań. Poniżej znajdziecie zdjęcie głównego budynku - jest przepiękny, bardzo klimatyczne schronisko! 

Schronisko Kudłacze
Schronisko Kudłacze

Przed samym Schroniskiem przywitały Nas dwa koty, które wygrzewały się we wiosennym słońcu. Jeden z kotów był bardziej skory do pozowania czego efektem jest poniższe zdjęcie. W schronisku oprócz właścicieli (domyślamy się, że byli to właściciele) spotkaliśmy młodą parę, która próbowała zorganizować sobie następny nocleg w innym schronisku.

Jeden z kotów pilnujących schronisko na Kudłaczach
Towarzyski czarny kot pilnujący Schronisko PTTK na Kudłaczach

Po zjedzeniu obwitego śniadania wyruszyliśmy na Lubomirski szczyt. Tym razem do celu zmierzaliśmy czerwonym szlakiem, który prowadził bezpośrednio przez las. W związku z tym, iż były to dopiero pierwsze dni wiosny to w lesie po zimie leżało bardzo dużo śniegu. Interesującym miejscem na trasie czerwonego szlaku jest wbite w drzewo oznaczenie z napisem „Do grobów”. Bardzo Nas to zaintrygowało w związku z czym postanowiliśmy sprawdzić do czego prowadzi ten kierunkowskaz. Od oznaczenia idzie się kilkanaście metrów w głąb lasu, po czym dochodzi się do mogiły Żołnierzy AK, którzy polegli we wrześniu 1944 roku. Aby zdobyć Lubomir po dojściu do mogiły należy się zawrócić, aby znowu dotrzeć do czerwonego szlaku. My "przedzieraliśmy się" przez śnieg do połowy łydek. Miejsce koło wyżej wymienionej tabliczki jest bardzo malownicze.

Tabliczka z oznaczeniem "Do grobów". Oznaczenie prowadzi do mogiły Żołnierzy AK.
Tabliczka z oznaczeniem "Do grobów". Oznaczenie prowadzi do mogiły Żołnierzy AK.

Tego dnia na trasie było bardzo mało osób, najczęściej mijali Nas biegacze (we dwójkę podziwiamy ich za kondycję!) My natomiast po kilkunastu minutach spokojnego marszu przy szlaku znaleźliśmy drewniany stół na, którym postanowiliśmy przygotować ciepłą herbatę (po coś nieśliśmy ze sobą palnik turystyczny!). Niezależnie od pory roku, nie ma to jak ciepły posiłek/napój przygotowany na szlaku – tutaj wszystko smakuje dobrze (nawet Nasze tradycyjne danie w postaci zupek chińskich). Po chwilowym odpoczynku wyruszyliśmy w dalszy marsz na szczyt Lubomir.

Kuchenka turystyczna
Kuchenka turystyczna. Nieodłączny element Naszego wyposażenia

Na samym szczycie spotkaliśmy dwie nieduże grupy turystów, które już szykowały się do zejścia ze szczytu - dzięki czemu mogliśmy spokojnie cieszyć się następnym zdobytym szczytem z Korony Gór Polski. Na szczycie znajduje się Obserwatorium Astronomiczne, jednak tego dnia było zamknięte, a wielka szkoda, ponieważ z przyjemnością zwiedzilibyśmy wnętrze tego ciekawego budynku. Oprócz obserwatorium znajdziemy tutaj drewniany domek, którego zastosowania nie znamy (jeśli, ktoś ma jakieś sugestie do czego służy to niech koniecznie napisze). Minusem szczytu jest to, że nie uświadczymy tutaj żadnego widoku na okolice, ponieważ wszystkie strony zasłonięte są drzewami.

Obserwatorium astronomiczne na szczycie Lubomir
Obserwatorium astronomiczne na szczycie Lubomir

Po chwili odpoczynku i wygrzaniu się w słońcu leżąc na ławkach rozpoczęliśmy powrót czerwonym szlakiem w kierunku przystanku autobusowego w Pcimiu. Chwile marszu poniżej szczytu znajduje się punkt widokowy, z którego rozpościera się całkiem ładny widok na okoliczne zabudowania. W tym miejscu znajduje się mała drewniana ławka na której można chwilę odpocząć – my jednak postanowiliśmy kontynuować zejście w kierunku żółtego szlaku, który doprowadzić miał nas do Lubienia, gdzie spodziewaliśmy się wrócić autobusem do Krakowa.

Punkt widokowy
Punkt widokowy znajduje się kilka chwil od szczytu

Zweryfikowaliśmy swoje plany w związku z tym, że zobaczyliśmy możliwość szybszego zejścia drogą poza żółtym szlakiem do Pcimia w obszarze Druzdałów. Schodząc w pobliże zabudowań doświadczyliśmy efektów rosnącej temperatury – śnieg się roztapiał w wyniku czego droga zamieniła się w błoto, dodatkowo zaczęliśmy się bardzo grzać. Po kilku dłuższych chwilach doszliśmy do zabudowań, gdzie weszliśmy na asfaltową drogę, która zmierzaliśmy w kierunku przystanku autobusowego. W to sobotnie południe duża część mieszkańców postanowiła wyczyścić swoje samochodu (przygotowanie na niedzielną msze, bądź do nadchodzącego wiosennego sezonu). Następnie wzdłuż okolicznych dróg zmierzaliśmy w kierunku przystanku autobusowego, żeby stamtąd wrócić do Krakowa, aby busem wrócić w nocy do Warszawy.

Plusy wyjazdu:

  • Bardzo dobra pogoda, pierwszy słoneczny dzień w górach w tym roku

  • Kilka ładnych widoków na okoliczne góry

  • Świetne schronisko PTTK na Kudłaczach

Minusy wyjazdu:

  • Asfaltowa droga, którą prowadzi czarny szlak

  • Zamknięte obserwatorium na szczycie



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *